Czym jest zjawisko rosnących cen mieszkań i spadającej sprzedaży?
Na polskim rynku nieruchomości obserwujemy ciekawą sytuację – ceny mieszkań stale rosną, mimo że liczba transakcji maleje. Chociaż ekonomiczna logika wskazywałaby, że spadający popyt powinien wymusić korektę cen, rzeczywistość jest inna.
Analizując dane z okresu od marca 2023 do marca 2024, wartość mieszkań wzrosła o prawie 15%, podczas gdy sprzedaż spadła o 13%. Ta znacząca rozbieżność sugeruje głębokie przemiany na rynku.
Najbardziej widoczne jest to w segmencie mieszkań z rynku pierwotnego. Deweloperzy utrzymują wysokie ceny mimo ograniczonego zainteresowania kupujących. Główne przyczyny to:
- wyższe koszty realizacji inwestycji,
- niewielka dostępność atrakcyjnych terenów pod zabudowę,
- polityka firm preferujących większy zysk ze sprzedaży mniejszej liczby lokali zamiast obniżek.
Rynek mieszkań zaczyna się stabilizować po wcześniejszych gwałtownych wzrostach. Mniejsza liczba zawieranych umów przy utrzymujących się wysokich cenach oznacza, że wiele osób wstrzymuje się z decyzją o zakupie lub rezygnuje z dalszych podwyżek. W relacjach między sprzedającymi a kupującymi pojawiają się przesunięcia, które mogą zapowiadać istotne zmiany w najbliższym czasie.
Ta sytuacja powinna szczególnie zainteresować inwestorów. Wcześniejsze oczekiwania dotyczące nieustannego wzrostu cen wymagają obecnie weryfikacji, ponieważ rynek wyraźnie wchodzi w nową fazę.
Dlaczego ceny mieszkań rosną, a sprzedaż spada?
Ceny mieszkań nadal rosną, mimo wyraźnego spadku liczby transakcji. Główną przyczyną są czynniki ekonomiczne wpływające zarówno na podaż, jak i popyt.
Deweloperzy podnoszą ceny w ponad 10% przypadków, podczas gdy obniżki stosują znacznie rzadziej — w nieco ponad 6%. To pokazuje, że presja na podwyżki wciąż jest wyraźna.
Kluczowe powody wzrostu cen to:
- niedostateczna liczba dostępnych mieszkań,
- silniejsza pozycja sprzedających w negocjacjach cenowych,
- pogorszone możliwości kredytowe kupujących — przeciętne gospodarstwo domowe może obecnie pożyczyć nawet o 18% mniej niż rok temu,
- rzadziej spotykane promocje i rabaty — skuteczność negocjacji spadła o 25% względem zeszłego roku,
- wzrost kosztów budowy — ceny materiałów i usług budowlanych wzrosły średnio o 22% w ciągu ostatnich dwóch lat.
Firmy budowlane przenoszą rosnące koszty na klientów, co dodatkowo winduje ceny mieszkań.
Dodatkowo na decyzje zakupowe wpływają ostrzejsze regulacje przy udzielaniu kredytów hipotecznych. Banki zaostrzyły kryteria, przez co liczba udzielanych kredytów spadła aż o 31% rok do roku.
Kombinacja rosnących cen i zmniejszonych możliwości finansowania sprawia, że wejście na rynek mieszkaniowy staje się coraz trudniejsze, szczególnie dla osób planujących zakup pierwszego mieszkania.
Polski rynek nieruchomości kształtowany jest przez szereg złożonych czynników, które nieustannie napędzają wzrost cen mieszkań. Przyglądając się aktualnej sytuacji, można dostrzec kilka głównych mechanizmów stojących za tym zjawiskiem.
Jednym z kluczowych czynników pozostaje inflacja. W ostatnich miesiącach jej poziom w kraju utrzymywał się na wysokim pułapie, osiągając miejscami nawet 10%. Takie warunki przekładają się na wzrost wydatków związanych z realizacją nowych inwestycji mieszkaniowych. Naturalnie, deweloperzy przerzucają te rosnące koszty na ostateczne ceny lokali.
Ceny materiałów budowlanych znacznie rosną:
- ceny podstawowych surowców wzrosły o 30–40%,
- stal konstrukcyjna podrożała aż o 45%,
- wydatki na materiały wykończeniowe były wyższe o 35%.
To bezpośrednio powoduje podniesienie ceny za metr kwadratowy w nowo powstających budynkach.
Finansowanie budów również wpływa na wzrost cen. Banki zaostrzyły warunki udzielania kredytów deweloperom, co sprawiło, że koszty finansowania projektów wzrosły o około 20% w porównaniu z rokiem 2021. Te dodatkowe obciążenia przenoszone są na klientów.
Zmienia się także struktura oferty mieszkaniowej. Coraz więcej mieszkań dostępnych na rynku reprezentuje wyższy standard. Deweloperzy chętniej kierują się w stronę segmentu premium, licząc na lepsze marże. W ciągu dwóch lat udział mieszkań premium zwiększył się z 15% do 25%.
Lokalizacja pozostaje kluczowym czynnikiem wpływającym na cenę. W najbardziej atrakcyjnych częściach dużych miast ceny działek rosną, a dostępność gruntów maleje. Stawki za metr kwadratowy potrafią wzrosnąć nawet o 20–25% rocznie.
Procedury formalne komplikują realizację nowych projektów. Średni czas oczekiwania na pozwolenie na budowę wydłużył się o pół roku, generując dodatkowe koszty. W 2023 roku liczba wydanych zgód spadła o 14% w stosunku do roku poprzedniego.
Kupujący zmagają się z rosnącymi kosztami kredytów hipotecznych. Mimo programów wsparcia, przeciętne oprocentowanie wzrosło z 2,5% do ponad 7% w ciągu trzech lat, co przekłada się na wzrost miesięcznych rat o około 1800 zł za 50-metrowe mieszkanie w dużym mieście.
Korzystne wskaźniki makroekonomiczne dodatkowo nakręcają popyt. Stabilny wzrost gospodarki i niskie bezrobocie (5,4%) sprawiają, że mieszkania postrzegane są jako bezpieczna forma lokowania kapitału zarówno przez osoby indywidualne, jak i instytucje.
Rosną także wymagania kupujących. Mieszkania mają być nowoczesne, energooszczędne i wyposażone w liczne udogodnienia. Te oczekiwania zwiększają koszty realizacji o około 15–20% w porównaniu do pięciu lat temu.
Jak ma się inflacja do wzrostu cen mieszkań?
W Polsce ceny mieszkań rosną obecnie wolniej niż inflacja, co stanowi ciekawe zjawisko na tle gospodarki kraju. Z analizy danych za ostatni rok wynika, że inflacja konsumencka utrzymywała się na poziomie 8-10%, tymczasem wzrost cen nieruchomości w tym samym okresie sięgnął jedynie 6-7%.
Na tę różnicę wpływa kilka ważnych aspektów. Rynek nieruchomości nie reaguje natychmiast na zmiany cen w gospodarce – zazwyczaj potrzebuje od pół roku do ośmiu miesięcy, by odczuć skutki rosnącej inflacji.
Zmiany inflacyjne oddziałują na mieszkania przez dwa główne kanały:
- wzrost kosztów budowy,
- podwyższenie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.
Ceny materiałów potrafią poszybować nawet o 30-40% w skali roku, zaś zarobki pracowników budowlanych wzrosły o 22% w ciągu dwóch lat. Wysoka inflacja skutkuje także podwyżką stóp procentowych, co przekłada się na droższe kredyty mieszkaniowe.
Statystyki bankowe pokazują, że przeciętne oprocentowanie kredytu hipotecznego wzrosło z 2,5% do ponad 7% w ciągu trzech lat. W rezultacie możliwości zadłużeniowe gospodarstw domowych spadły aż o jedną czwartą względem okresu sprzed wysokiej inflacji, co naturalnie hamuje dalszy wzrost cen mieszkań.
Rola polityki NBP jest kluczowa – przy głównej stopie referencyjnej wynoszącej obecnie 5,75%, koszt kredytowania zakupu nieruchomości znacznie wzrósł. Przykładowo, osoby kupujące mieszkanie za pół miliona złotych płacą dziś miesięczną ratę wyższą o 1650 zł niż przed gwałtownym wzrostem inflacji.
Wysokie ceny i niepewność skłaniają wielu Polaków do odłożenia zakupu własnego mieszkania na później; coraz częściej decydują się na wynajem, który jest bardziej opłacalny. Potwierdzają to statystyki – zainteresowanie najmem wzrosło o 31% w ciągu ostatnich półtora roku, co ogranicza presję na podwyżki cen mieszkań.
Nie bez znaczenia jest również spadek realnej siły nabywczej Polaków. Mimo nominalnego wzrostu wynagrodzeń o około 12% rocznie, realnie kupują oni o 2-3% mniej niż wcześniej, co skutecznie ogranicza dalszy wzrost cen nieruchomości.
Choć mieszkania drożeją wolniej od inflacji, Polacy nadal postrzegają je jako bezpieczne schronienie dla kapitału. To wyjaśnia, dlaczego zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości na rynku pierwotnym nie słabnie – stanowią one aż 23% wszystkich transakcji.
Gdzie ceny mieszkań rosną najszybciej, a gdzie spadają?
Polski rynek nieruchomości wyróżnia się wyraźnymi różnicami cenowymi pomiędzy regionami. Najnowsze dane pokazują, że ceny mieszkań w niektórych miastach biją rekordy, podczas gdy w innych pozostają stabilne lub nawet lekko spadają.
Do liderów wzrostów należą:
- Trójmiasto — ceny mieszkań wzrosły o 11,3% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a w samym Gdańsku aż o 3,9% w ciągu miesiąca. To najszybciej rozwijający się rynek nieruchomości w Polsce, napędzany ograniczoną podażą i stałym popytem inwestorów oraz osób szukających własnego mieszkania,
- Poznań — wzrost wartości metra kwadratowego o 4,9%, wspierany stabilnym zatrudnieniem i rozwiniętą infrastrukturą miejską,
- Bydgoszcz — podwyżka cen o 4,5%, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu nieruchomościami w średniej wielkości miastach, gdzie wejście na rynek jest bardziej korzystne finansowo,
- Aglomeracja śląska — wzrost cen o 2,7%, lekko napędzany przez atrakcyjne ceny i dobrą dostępność usług,
- oraz Szczecin, Łódź i Lublin — gdzie obserwuje się umiarkowane, ale widoczne podwyżki, wynikające z zainteresowania tańszymi mieszkaniami zarówno przez pierwszych nabywców, jak i inwestorów.
Z kolei w niektórych dużych miastach cenowe trendy uległy zmianie:
- Wrocław — ceny mieszkań spadły o 4%, co sugeruje fazę korekty po długim okresie wzrostów i może oznaczać wyhamowanie na jednym z najdroższych rynków w kraju,
- Kraków — zanotowano niewielki spadek cen o 1,4%, co jest nietypowe dla miasta tradycyjnie należącego do najdroższych. Przyczyną są m.in. rosnące inwestycje deweloperskie oraz nasycenie segmentu nieruchomości premium,
- Warszawa — pozostaje najdroższym polskim miastem z ceną za metr kwadratowy przekraczającą 12 tys. zł, mimo braku większych zmian cen w ostatnich miesiącach. To poważna bariera dla kupujących własne mieszkania.
Tak znaczne rozbieżności w zmianach cen między miastami pokazują, jak silnie lokalne czynniki wpływają na rynek nieruchomości w Polsce. Różnice w podaży, specyfika gospodarcza, dostępność gruntów oraz indywidualne potrzeby mieszkańców kształtują unikalny charakter i tempo zmian w poszczególnych regionach.
Jak zmienia się średnia cena metra kwadratowego w polskich miastach?
Najświeższe dane z rynku nieruchomości pokazują, że w styczniu średnia cena za metr kwadratowy w dziesięciu największych miastach Polski wyniosła 14 207 zł. Oznacza to wzrost o 0,88% w stosunku do poprzedniego miesiąca. W skali roku mieszkania zdrożały o niespełna 2%.
Tempo zmian cen różni się znacznie w zależności od regionu:
- w Trójmieście ceny metra kwadratowego wzrosły o 3,9%,
- w Bydgoszczy odnotowano wzrost na poziomie 1,35%,
- w aglomeracji śląskiej ceny poszły w górę o 1%,
- w Warszawie, mimo że pozostaje jednym z najdroższych miast, ceny podniosły się jedynie o 0,4%,
- w takich miastach jak Wrocław czy Kraków obserwujemy okres korekty lub stabilizacji.
Analiza rynku wskazuje na coraz wyraźniejszą polaryzację: Trójmiasto i Bydgoszcz umacniają swoją pozycję jako liderzy wzrostów, podczas gdy tradycyjne ośrodki, takie jak Wrocław i Kraków, doświadczają spowolnienia.
Wyniki badań podkreślają lokalne różnice tempa wzrostu cen, które wynikają z:
- warunków gospodarczych,
- zmian demograficznych,
- dostępności oferty mieszkaniowej w poszczególnych miastach.
Krajowy rynek nieruchomości przechodzi obecnie istotne przemiany. Tradycyjne lokalizacje tracą na znaczeniu na rzecz dynamicznie rozwijających się regionów, co może w najbliższych miesiącach znacząco wpłynąć na kształtowanie się cen w Polsce.
Dlaczego sprzedaż mieszkań w Polsce hamuje mimo rosnących cen?
Polski rynek nieruchomości znajduje się obecnie w niecodziennej sytuacji – sprzedaż mieszkań wyhamowuje, choć ich ceny wciąż rosną. W ciągu ostatniego roku liczba transakcji spadła o 15%, podczas gdy średnie ceny wzrosły aż o 12%. Ta sytuacja jest efektem złożonej mieszanki czynników gospodarczych oraz trendów społecznych.
Główną przeszkodą jest ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych. Przeciętny Polak może dziś liczyć na kwotę kredytu niższą o 22% niż w ubiegłym roku. Banki coraz surowiej oceniają zdolność kredytową klientów, przykładając szczególną wagę do:
- wysokości wkładu własnego,
- stabilności zatrudnienia,
- ogólnej sytuacji finansowej.
Efektem jest spadek liczby udzielanych kredytów o jedną trzecią.
Kredyty są też znacznie droższe. Przeciętne oprocentowanie wzrosło z 2,5% do ponad 7% w ciągu ostatnich trzech lat, co przekłada się na wzrost miesięcznych rat za 50-metrowe mieszkanie nawet o 1800-2200 zł. Tak wysokie koszty uniemożliwiają zakup własnego mieszkania wielu osobom, zwłaszcza tym planującym pierwsze mieszkanie.
Na rynku wtórnym widoczne jest spowolnienie – liczba ogłoszeń sprzedaży mieszkań używanych wzrosła o niemal jedną trzecią. Sprzedający muszą dłużej czekać na nabywców, ponieważ średni czas transakcji wydłużył się z 83 do 124 dni. Daje to kupującym większą swobodę wyboru oraz możliwość negocjowania cen.
Deweloperzy także odczuwają presję – sprzedaż nowych mieszkań zmniejszyła się o 19%. Zamiast obniżać ceny, ograniczają jednak liczbę nowych inwestycji, co w efekcie powoduje spadek rozpoczętych budów o 23%. Dzięki temu utrzymują wysoką wartość dostępnych nieruchomości.
Popularność najmu rośnie dynamicznie – w ciągu roku zainteresowanie wynajmem zwiększyło się o 31%, a dla wielu osób jest to korzystniejsza opcja niż zakup przy tak wysokich kosztach kredytu.
Zmienia się też profil kupujących:
- inwestorzy z własnym kapitałem zwiększyli swój udział z 35% do 42%,
- natomiast osoby nabywające mieszkania na własne potrzeby z kredytem spadły z 58% do 45%.
Rynek sprzyja więc nabywcom z większymi oszczędnościami, podczas gdy przeciętny klient musi wykazać się cierpliwością.
Wysokie ceny i trudności z finansowaniem powodują, że wiele osób odkłada decyzję o zakupie, czekając na stabilizację rynku lub obniżki cen. Jednak mimo mniejszej konkurencji, na znaczące przeceny nie ma co liczyć, ponieważ deweloperzy i właściciele ograniczają podaż, utrzymując tym samym obecne poziomy cen.
Czy wzrost cen wpływa na dostępność mieszkań dla kupujących?
Rosnące ceny nieruchomości sprawiają, że coraz trudniej jest pozwolić sobie na własne mieszkanie w Polsce. Przyszli kupujący napotykają na coraz więcej przeszkód, a wskaźnik dostępności mieszkań znajduje się na najniższym poziomie od 2012 roku. Statystyczna rodzina musiałaby odkładać wszystkie dochody przez ponad osiem lat, aby stać się właścicielem 50-metrowego lokum – to o ponad rok dłużej niż w roku poprzednim.
Za główny powód pogorszenia dostępności uznaje się spadek zdolności kredytowej Polaków. Banki zaostrzają kryteria udzielania pożyczek hipotecznych, co skutkuje zmniejszeniem przeciętnej kwoty możliwego kredytu hipotecznego o 28% w ciągu dwóch lat. Osoby o przeciętnych zarobkach mogą liczyć dziś na kredyt o 180-210 tysięcy złotych niższy niż przed pandemią. Dodatkowo, wymagany wkład własny wzrósł z 10% do nawet 20% wartości mieszkania.
Najtrudniejsza sytuacja dotyczy osób planujących zakup pierwszego mieszkania. Dane Narodowego Banku Polskiego pokazują, że w największych miastach tylko niespełna co czwarte gospodarstwo domowe stać na mieszkanie spełniające ich potrzeby, co oznacza spadek o 14 punktów procentowych w ciągu ostatnich trzech lat.
Oferta deweloperów ulega zmianom na niekorzyść kupujących o ograniczonych środkach. Obecnie kładzie się większy nacisk na mieszkania wyższej klasy, które generują większe zyski. W efekcie:
- przystępne cenowo lokale stanowią tylko nieco ponad połowę rynku (spadek z 68% do 54%),
- mieszkania podstawowego standardu to zaledwie 22% nowych inwestycji,
- liczba mieszkań poniżej 300 tysięcy złotych zmniejszyła się o dwie trzecie w ciągu dwóch lat.
Ceny nieruchomości rosną szybciej niż zarobki. W Warszawie przeciętna miesięczna pensja pozwala dziś na zakup tylko 0,63 metra kwadratowego mieszkania, podczas gdy kilka lat temu było to 0,82 m². Podobne spadki dostępności o 12-19% występują w innych dużych miastach.
Na trudniejszy dostęp do mieszkań wpływa również rynek pracy. Rosnąca liczba osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych lub B2B utrudnia bankom ocenę wiarygodności kredytowej. Takie osoby muszą wykazać się dłuższą i stabilniejszą historią dochodów, co często opóźnia zakup mieszkania.
Coraz mniej jest gotowych mieszkań na rynku. Udział gotowych lokali spadł z 42% do 31%, dlatego rośnie liczba osób decydujących się na zakup nieruchomości w trakcie budowy, co niesie ze sobą ryzyka.
Wzrastają również rozbieżności regionalne w dostępności mieszkań. W mniejszych miejscowościach relacja cen do wynagrodzeń pogorszyła się o około 15%, podczas gdy w największych aglomeracjach spadek dostępności sięga nawet 24-29%, co pogłębia istniejące różnice społeczne.
Polski rynek nieruchomości po okresie dynamicznych wzrostów przechodzi fazę uspokojenia. Eksperci przewidują, że mieszkania nadal będą drożeć, jednak podwyżki będą łagodniejsze niż wcześniej, z rocznym wzrostem na poziomie 4-6%, co jest zdecydowanie niższym wynikiem niż kilkanaście procent obserwowanych w poprzednich latach.
Na przyszłe ceny wpływać będą kluczowe czynniki, takie jak:
- łagodzenie polityki finansowej przez Radę Polityki Pieniężnej,
- spadek głównej stopy procentowej z 5,75% do około 4,5% w najbliższych miesiącach,
- zwiększenie zdolności kredytowej kupujących o 15-20%,
- wygaśnięcie programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, które czasowo ograniczy zainteresowanie zakupem mieszkań,
- nowe rządowe propozycje wspierające osoby kupujące pierwsze mieszkanie,
- umacnianie gospodarki z prognozowanym wzrostem PKB o 3,2% w 2025 roku i spadkiem inflacji do 3,5%.
Deweloperzy zauważają różnice cenowe między miastami. W dużych metropoliach, takich jak Warszawa, Kraków i Wrocław, ceny ustabilizują się lub wzrosną o około 2-3% rocznie. W średnich miastach, na przykład Bydgoszczy, Lublinie i Łodzi, przewidywany wzrost sięgnie nawet 7-8% rocznie, natomiast Trójmiasto, jako lider, zanotuje wzrosty na poziomie 5-6% rocznie.
Badania wśród agentów nieruchomości pokazują, że:
- 68% nie spodziewa się gwałtownych zmian cen w najbliższym roku,
- przewidują stabilizację lub niewielkie wzrosty,
- to istotna zmiana względem ubiegłego roku, gdy 82% expertów prognozowało dalsze wysokie wzrosty.
Rynek wtórny cechuje większa otwartość na negocjacje. Średni czas sprzedaży używanego mieszkania wydłużył się do 124 dni, co powoduje, że sprzedający chętniej ustępują w negocjacjach. Różnica między ceną wyjściową a finalną transakcją wzrosła do 8-12%, podczas gdy rok wcześniej wynosiła zwykle 5-7%.
Ekonomiści prognozują, że w ciągu najbliższych 3-5 lat rynek nieruchomości będzie się rozwijał bardziej zrównoważenie, z rocznymi wzrostami odpowiadającymi realnemu wzrostowi płac, czyli na poziomie około 3-4%.
Długoterminowi inwestorzy nie powinni tracić zainteresowania polskim rynkiem nieruchomości. Inwestycje w mieszkania nadal oferują wyższe zwroty niż tradycyjne lokaty bankowe – o około 2-3 punkty procentowe. Taka przewidywalność i umiarkowana dynamika cen stanowią solidne podstawy do rozsądnych decyzji inwestycyjnych.
Co to oznacza dla przyszłości rynku mieszkaniowego w Polsce?
Polski rynek nieruchomości przechodzi głębokie zmiany, które wpłyną na kształt sektora mieszkaniowego w najbliższych latach. Wzrost cen mieszkań wyraźnie zwalnia, a liczba transakcji maleje, sygnalizując zmianę dotychczasowych trendów.
Po okresie gwałtownych podwyżek, obecne roczne wzrosty cen wynoszą jedynie 4-6%, podczas gdy wcześniej sięgały kilkunastu procent. Co ważne, aż 68% agentów nieruchomości nie spodziewa się znaczących zmian cen w ciągu najbliższego roku.
Problemem pozostaje niedobór mieszkań. Deweloperzy ograniczyli nowe inwestycje o około 25%, co przełoży się na spadek podaży o 15-20% w ciągu kilku lat. Najbardziej dotknięte są duże miasta, gdzie liczba pozwoleń na budowę spadła o 14%.
Występują też wyraźne różnice regionalne w tempie wzrostu cen:
- w miastach takich jak Bydgoszcz, Lublin czy Łódź wzrosty mają wynosić 7-8% rocznie,
- w Warszawie i Krakowie tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 2-3%,
- w Trójmieście prognozuje się podwyżki na poziomie 5-6% rocznie.
Kwestia dostępności mieszkań znacznie się pogarsza – przeciętna rodzina musiałaby oszczędzać ponad osiem lat na zakup 50-metrowego mieszkania. W największych ośrodkach miejskich jedynie 1/4 gospodarstw domowych może sobie pozwolić na spełniające ich potrzeby lokum.
Ożywienie rynku mają zapewnić przede wszystkim:
- niższe stopy procentowe - z 5,75% do około 4,5%, co zwiększa dostępność kredytów nawet o 15-20%,
- przewidywany wzrost gospodarczy na poziomie 3,2% PKB w 2025 roku,
- inflacja obniżona do 3,5%, sprzyjająca kupującym.
Zmienia się także podejście do mieszkania – coraz popularniejszy staje się wynajem. Zainteresowanie najmem wzrosło o 31%. Prognozuje się rozwój profesjonalnego najmu instytucjonalnego, który może w ciągu najbliższych pięciu lat zdobyć 7-8% udziału w rynku.
Jednocześnie inwestorzy i deweloperzy stają przed wyzwaniami:
- surowsze kryteria banków przy udzielaniu kredytów,
- wzrost kosztów finansowania o 20% w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat,
- to wszystko powoduje dalsze podwyżki cen mieszkań.
Nowe przepisy mają uprościć dostęp do gruntów i formalności administracyjne, co może zwiększyć podaż mieszkań o kilkanaście procent w ciągu kilku lat.
Profil kupujących się zmienia:
- udział inwestorów dysponujących gotówką wzrósł z 35% do 42%,
- spada udział osób kupujących mieszkania na własne potrzeby z pomocą kredytu, z 58% do 45%.
Wyzwanie stanowią także rosnące wymogi dotyczące energooszczędności, które podnoszą koszty budowy o 15-20%. To przekłada się na wyższe ceny, ale zapewnia jednocześnie wyższy standard i jakość mieszkań.
Dla inwestorów długoterminowych rynek pozostaje atrakcyjny, oferując zwroty przewyższające oprocentowanie lokat bankowych o kilka punktów procentowych. Jednak sukces wymaga teraz większej rozwagi i dogłębnej znajomości lokalnych uwarunkowań.






